o mnie

No dobra, spreparowałem parę słów o mnie na podstawie jakiegoś starego listu motywacyjnego (akurat ten chyba nie poskutkował hehe). Dorzuciłem też trochę od serca, więc miejscami może być wręcz sentymentalnie.

Wszystko zaczęło się od nauki języka niemieckiego w szkole podstawowej (stąd pasja do języków, a właściwie to z gier  komputerowych i muzyki) i otrzymania w późnych latach 80-tych komputerka Atari 65XE (yeah! - dzięki wujek). Potem był prywatny angielski i przesiadka na Amigę 500 z 1MB RAM). Grałem w gierki, trochę próbowałem programować, rysować i układać muzykę. Moje ulubione narzędzia z tamtych czasów to Deluxe Paint IV, Fast Tracker 2 i Sensible World of Soccer.

W Liceum Ogólnokształcącym (profil ogólny z rozszerzonym angielskim, ale oczywiście udało się jeszcze pouczyć rosyjskiego, tzn. nauką tego nazywać nie można, choć teraz z biegiem czasu żałuję - pani prowadząca ten przedmiot w sumie miała rację) rozwijałem zainteresowania muzyczne (od Guns'N'Roses po Elvisa Presleya nie wyłączając z tego trashu, industrialu, blacku, deathu i cholera wie czego jeszcze, a w późniejszym czasie przyszło zafascynowanie house'm, trip hopem i takimi tam klimatami). Na któreś tam urodziny (chyba) mama kupiła mi bas  Presto Lang - piękne, czarne, całkiem dobrze brzmiące wiosło (pierwszy bas to była jakaś porażka z 3 strunami), próbowałem też ryczeć w punkowym zespole. Mijały lata, nadszedł trudny czas czwartej klasy (klasowa tragedia). Na maturze polski poszedł mi bardzo słabo  - niestety, ale muszę zrzucić całą winę na marnie prowadzone lekcje tego przedmiotu. Angielski wypadł już bardzo dobrze, geografia również bardzo dobrze, no ale kto nie wie gdzie w Polsce uprawia się ziemniaki? Okazało się, że istnieją dwa możliwe kierunki dla dalszego rozwoju mojej osoby - angielski i geografia. Na geografię, względnie turystykę, szli wszyscy, którzy nie mieli gdzie iść (parę lat później takim modnym kierunkiem była pedagogika w różnych odmianach), ale udało się dostać na NKJA Koszalin (juppi!), gdzie miałem okazję doskonale bawić się w trupie teatralnej kontynuując przygodę z teatrem jeszcze z czasów LO. A po studiach to już samo życie... Czaplinek, Goleniów, Gdańsk,  a teraz Gdynia. W międzyczasie trochę podróży po Europie, mniejsze i większe sukcesy, raczej (na szczęście) niewiele porażek.

Parę górnolotnych słów wyciętych z listu motywacyjnego:
"Język jako narzędzie komunikacji między ludźmi różnych kultur fascynował mnie od zawsze, lubię być dociekliwy w tej dziedzinie i poznawać mechanizmy podobieństw i różnic między językami poszczególnych części Europy, a także reszty świata."
Próbowałem uczyć się niderlandzkiego i włoskiego, z umiarkowanymi sukcesami, choć podejrzewam, że gdybym się "wziął", byłbym całkiem komunikatywny.

Jedziem dalej:
"Dzięki studiom licencjackim zainteresowałem się lingwistyką stosowaną, co już na studiach uzupełniających zaowocowało przeprowadzeniem badania i napisaniem pracy magisterskiej na temat "English by associations: teaching teenagers with the keyword method", która łączyła w sobie zagadnienia metodyczne i lingwistyczne. Chciałbym nadmienić, iż oba tytuły, tak licencjata, jak i magistra, otrzymałem z metodyki nauczania języka angielskiego."
I jestem z tego dumny!

Teraz na poważnie:
"Podczas dotychczasowej pracy w szkolnictwie publicznym miałem okazję nabyć szereg umiejętności potrzebnych w codziennej pracy z młodzieżą, na przykład cierpliwość, zrozumienie, a także obycie w pracy nauczyciela. Dotychczasowe dwa lata w gimnazjum, dwa lata pracy w liceum ogólnokształcącym, a także dobiegający końca trzeci rok pracy w szkole podstawowej zaopatrzyły mnie w doświadczenie niezbędne do podjęcia kolejnych, ambitnych zadań."
Do tego jeszcze Wyższa Szkoła Bankowa - uwielbiam wpisywać zaliczenia do indeksu : )

Ogólnie wiadomo, że jestem idealnym nauczycielem i takie tam:
"W pracy w szkolnictwie dałem się poznać jako nauczyciel z ambicjami; staram się znaleźć sposób na dotarcie do każdego ucznia - mimo wielu problemów, na które do tej pory natrafiłem, wciąż uważam, że nie ma uczniów bez umiejętności językowych, są tylko uczniowie bez motywacji i być może posiadający umiejętności językowe, które mają inna naturę, niż te, które codziennie obserwuje się podczas lekcji, co powoduje mylne ocenianie takich uczniów jako słabych, czy też mało zdolnych."
Coś w tym jest. Mam teorię, że są uczniowie, którzy "nie chcą chcieć" i uczniowie, którzy "chcą, ale trzeba im to uzmysłowić".

Teraz trochę o IT.
"Moim wielkim hobby jest informatyka. Przez kilkanaście lat styczności z komputerem poznałem wszelkiego rodzaju systemy operacyjne i oprogramowanie, głównie webmasterskie i graficzne; projektuję strony internetowe, co często okazuje się pomocne przy okazji pracy w szkole."
Resztę można zobaczyć na stronach tego portfolio bloga.